11. "Polskie legendy" - Prolog
Dziś opowiem Wam bajeczkę
By rozbawić Was troszeczkę
Dawno temu przez pół roku
By rozbawić Was troszeczkę
Dawno temu przez pół roku
Latał Rycerz na swym smoku
Gdy się zmęczył tym lataniem
Chciał odpocząć w Zakopanem
Tam przycupnął sobie kątem
I wnet zasnął pod Giewontem
Smoka rozbolała głowa
I poleciał do Krakowa
Latał biedak tak bez celu
Aż dofrunął do Wawelu
Szybko zyskał tam złą sławę
Jedząc owce, a nie trawę
Więc król casting wnet ogłosił
By się śmiałek szybko zgłosił
Za zabicie tego stwora
Da mu złota, tak... z pół wora
Lecz zadanie trudne było
Wielu zbrojnych tam przybyło
Ale rady nie dał żaden
Przegrywając walkę z gadem
Zjawił w końcu się chłopina
Szewczyk mały, oj chudzina
I pokonał sprytem drania
Sypiąc siarkę do śniadania
Zgarnął kasę za robotę
Poszedł w świat, tak na piechotę
Raz pod dębem spotkał braci
Co nie byli tak bogaci
Lecz się miejscem zachwycali
I gród piękny zbudowali
W herbie orła umieścili
Gnieznem miasto obwieścili
Szewczyk w dalszą ruszył drogę
I niebawem popadł w trwogę
Bo gdy dotarł już do Gopła
To opowieść wręcz okropna
Nim wstrząsnęła jak w horrorze
I zapomnieć jej nie może
Książę Popiel był złym władcą
Otruł stryjów przed kolacją
Ciała w myszy się zmieniły
Ucztę z księcia urządziły
W Mysiej Wieży go schrupały
Srogą lekcję jemu dały
Z tej Kruszwicy przestraszony
Zwiał Dratewka w inne strony
Gdy nad rzekę doszedł gdzieś
Gdzie rybacka była wieś
Tam usłyszał opowieści
Takiej trochę dziwnej treści
Rybak złowił w sieć syrenkę
I poprosił ją o rękę
Ta przyjęła oświadczyny
Bo dla rybiej tej dziewczyny
Była przepowiednia taka
Że gdy pokocha chłopaka
To swój ogon z łusek straci
I będą razem bogaci
Ich imiona Wars i Sawa
A wieś dziś zwie się Warszawa
Długo Szewczyk tak wędrował
Losy Polski kontemplował
Aż doszedł do wniosku tego
W rzeczy samej dość słusznego
Że mądrość w bajkach zawarta
Jest pielęgnowania warta
Więc dziś je Wam przypomniałem
I trochę radości dałem.
Gdy się zmęczył tym lataniem
Chciał odpocząć w Zakopanem
Tam przycupnął sobie kątem
I wnet zasnął pod Giewontem
Smoka rozbolała głowa
I poleciał do Krakowa
Latał biedak tak bez celu
Aż dofrunął do Wawelu
Szybko zyskał tam złą sławę
Jedząc owce, a nie trawę
Więc król casting wnet ogłosił
By się śmiałek szybko zgłosił
Za zabicie tego stwora
Da mu złota, tak... z pół wora
Lecz zadanie trudne było
Wielu zbrojnych tam przybyło
Ale rady nie dał żaden
Przegrywając walkę z gadem
Zjawił w końcu się chłopina
Szewczyk mały, oj chudzina
I pokonał sprytem drania
Sypiąc siarkę do śniadania
Zgarnął kasę za robotę
Poszedł w świat, tak na piechotę
Raz pod dębem spotkał braci
Co nie byli tak bogaci
Lecz się miejscem zachwycali
I gród piękny zbudowali
W herbie orła umieścili
Gnieznem miasto obwieścili
Szewczyk w dalszą ruszył drogę
I niebawem popadł w trwogę
Bo gdy dotarł już do Gopła
To opowieść wręcz okropna
Nim wstrząsnęła jak w horrorze
I zapomnieć jej nie może
Książę Popiel był złym władcą
Otruł stryjów przed kolacją
Ciała w myszy się zmieniły
Ucztę z księcia urządziły
W Mysiej Wieży go schrupały
Srogą lekcję jemu dały
Z tej Kruszwicy przestraszony
Zwiał Dratewka w inne strony
Gdy nad rzekę doszedł gdzieś
Gdzie rybacka była wieś
Tam usłyszał opowieści
Takiej trochę dziwnej treści
Rybak złowił w sieć syrenkę
I poprosił ją o rękę
Ta przyjęła oświadczyny
Bo dla rybiej tej dziewczyny
Była przepowiednia taka
Że gdy pokocha chłopaka
To swój ogon z łusek straci
I będą razem bogaci
Ich imiona Wars i Sawa
A wieś dziś zwie się Warszawa
Długo Szewczyk tak wędrował
Losy Polski kontemplował
Aż doszedł do wniosku tego
W rzeczy samej dość słusznego
Że mądrość w bajkach zawarta
Jest pielęgnowania warta
Więc dziś je Wam przypomniałem
I trochę radości dałem.
-Jaro-
Komentarze
Prześlij komentarz